Polskie wnętrza kiedyś i dziś

100 lat polskich wnętrz

Trudno mówić o aranżacji wnętrz w oderwaniu od kontekstu historyczno-społecznego. Polacy przez ostatnie 100 lat zdążyli pokochać narodowe wzornictwo, sprzeciwić się nowatorskim koncepcjom i zachłysnąć zagraniczną modą, a nawet zdobyć rozgłos na całym świecie.

Meble z żywicy, pikasy, dmuchana stal i wypiekane dekoracje – zobaczmy, jak w ciągu ostatniego wieku zmieniały się wnętrza polskich domów.

Okres międzywojenny

Od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości aż do roku 1939 w polskiej architekturze i wzornictwie pojawia się wiele stylów, często rozbieżnych w estetyce. Trudno wyłonić jeden konkretny, bowiem panowało tyle tendencji i mód, że często mieszały się one ze sobą. I choć nie sposób uszeregować ich w czasie, można pokusić się o wskazanie kilku dominujących kierunków.

Dwudziestolecie międzywojenne to przede wszystkim starcie historyzmu z modernizmem. Za tym pierwszym opowiadali się ci, którzy propagowali utrzymanie historycznej zabudowy i roli miasta jako ośrodka kultury. Modernizm, funkcjonalizm i awangarda to z kolei hasła młodego pokolenia architektów, artystów i projektantów – niemal zupełnie odcinających się od przeszłości.

Moda na sztukę dekoracyjną

Największy triumf w okresie międzywojnia osiągnęła sztuka dekoracyjna, po latach ochrzczona terminem art déco. Był to nowoczesny styl, który swoim zasięgiem objął różne dziedziny codziennego życia, od rzemiosła artystycznego, przez dekorację wnętrz i modę, po rzeźbę czy architekturę.

Projektując w stylu art déco, wykorzystywano elementy kubizmu, futuryzmu czy funkcjonalizmu i łączono je albo ze sztuką ludową albo tradycyjną sztuką innych kultur: japońską, aztecką czy afrykańską. Do najpopularniejszych wówczas elementów dekoracyjnych należały ozdobne kilimy, porcelana, kryształy, naczynia. Lata świetności czciły huty szkła Hortensja, Niemen, Zawiercie i fabryka porcelany w Ćmielowie.

Dekada Ładu i ładnych wnętrz

W wyposażeniu wnętrz domów miejskich gościły meble produkowane przez artystów Warsztatów Krakowskich i później Spółdzielni Ład. Oba ugrupowania zrzeszały artystów z różnych dziedzin – wzajemnie wspierających się przy wspólnym tworzeniu rzeczy estetycznych, wygodnych i funkcjonalnych. W połowie lat 20. XX wieku powstały awangardowe ugrupowania, wpatrzone w takie postaci jak Władysław Strzemiński, Bogdan Lachert, Józef Szanajca czy małżeństwo Brukalskich. Artyści postulowali wprowadzenie do masowej produkcji nowoczesnych przedmiotów codziennego użytku, na które stać będzie każdego.

Tak o pracy Spółdzielni Artystów „Ład” i promowaniu sztuki użytkowej opowiada Beata Bochińska, specjalistka od zarządzania dizajnem:

„To dobry przykład na to, że nie znamy i w związku z tym nie doceniamy własnych osiągnięć. Zachwycamy się Bauhausem, a przecież mieliśmy Ład. Mieliśmy swoich PPS-owców z głowami pełnymi idei, jak ulepszyć świat. Różnica między Bauhausem a Ładem jest taka, że ten pierwszy nigdy nie osiągnął sukcesu finansowego, a Ład owszem. Utrzymywał się, zarabiał pieniądze, tworzył wyposażenie przestrzeni publicznych, placówek dyplomatycznych, urzędów i statków wycieczkowych, między innymi słynnego Batorego.”

W domach pojawiały się wykończone na wysoki połysk meble o prostych bryłach z lekko zaokrąglonymi liniami. Popularne meble skrzyniowe, jak kredensy, szklane witryny, szafy, sekretarzyki, bieliźniarki czy komody, wytwarzano z drewna litego, podporządkowując je surowej formie i oszczędnej ornamentyce.

Wnętrza zaprojektowane przez Ład były proste, uporządkowane, jasne i skromnie ozdobione, ale nie brakowało w nich eleganckich tkanin: żakardu, aksamitu, jedwabiu i satyny czy oryginalnych mebli.

W pierwszej połowie lat 30. popularne stały się wielofunkcyjne rozwiązania czy konstrukcje meblowe ze stalowych rurek, które nie tylko były ładne i wygodne, ale przede wszystkim zajmowały niewiele miejsca. Elementy wystroju wnętrz powstawały w fabrykach wyrobów platerowanych Norblin i Fraget.

Okres powojenny – „piękno na co dzień dla wszystkich”

Wybuch drugiej wojny światowej i hitlerowska okupacja dramatycznie wpłynęły na swobodny rozwój polskiej kultury, sztuki i wzornictwa. System socjalistyczny, któremu podporządkowywano państwo i życie społeczne, doprowadził do eliminacji działalności prywatnej i niewielkich przedsiębiorstw.

W roku 1947 po raz pierwszy użyto pojęcia „wzornictwo przemysłowe”, odnosząc się do projektów tworzonych na zamówienie władz. W 1949 roku utworzono centralny związek spółdzielni rękodzielniczych, czyli Cepelię, która miała zrzeszać wszystkie ugrupowania artystyczne i rzemieślnicze działające na terenie Polski. Tej instytucji podporządkowano także Ład, co potem wpłynęło na estetykę tworzonych mebli.

Produkcja wnętrz na skalę przemysłową

W 1950 roku Wanda Telakowska, wielokrotnie nagradzana artystka i projektantka, utworzyła Instytut Wzornictwa Przemysłowego, dążąc do połączenia umiejętności artystycznych z produkcją na skalę przemysłową. Ta wyjątkowa koncepcja przypadła na niezbyt przychylne czasy dla dźwigających się po drugowojennej zawierusze polskiej gospodarki, sztuki i społeczeństwa. Mało kto myślał o malowaniu, rzeźbieniu czy projektowaniu, stojąc w obliczu wojennych zniszczeń.

W Instytucie Wzornictwa Przemysłowego rozpoczęli pracę obyci ze światem, nowinkami i z międzynarodowymi znajomościami artyści, którzy po wojnie zostali z niczym. Opracowywali nowoczesne koncepcje, zgodnie z ideą „piękno na co dzień dla wszystkich”.

Fotele z żywicy i meble z pikasami

Zyskując powszechną sympatię społeczeństwa, pod koniec lat 50. władzę w Polsce Ludowej objął Władysław Gomułka, który nieco uchylił drzwi na wpływy zachodniej kultury, trendów i mód. Zachodni styl życia oraz wzornictwo przypadło do gustu Polakom – w miarę własnych możliwości zdobywali nowe meble, wyposażenie mieszkań i elementy dekoracyjne, wyjeżdżając na saksy.

W wystroju mieszkań pod koniec lat 50. pojawiają się lekkie, kolorowe plastikowe elementy o nieregularnych i asymetrycznych formach czy abstrakcyjnych kształtach. Roman Modzelewski, czołowy przedstawiciel dizajnu tego okresu, eksperymentował z tworzywami sztucznymi i kolorami, czego efektem są znane na całym świecie fotele z laminatu epoksydowego (RM 56, RM 57, RM 58), meble ze sklejki i winiduru.

Nadal jednak dominują drewniane meble, kolorowe i wzorzyste tkaniny, serwety oraz wysokie, stojące kwietniki z finezyjnie zdobionymi nogami czy małe stoliki kawowe. Na meblach, zamiast tandetnych dekoracji, ustawia się figurki „iwupowskie” o opływowych kształtach i organicznej formie. Na ścianach wiesza się dekoracyjne ramy z obrazami i rodzinne fotografie. We wnętrzach królują tzw. pikasy, czyli materiały i ceramika z abstrakcyjnymi, kolorowymi wzorami (ich nazwa pochodzi od nazwiska Picassa).

W łazience stalowe emaliowane umywalki wieszane są na metalowych stelażach, ściany wykładane są płytkami, a ciężkie wanny obudowuje się kafelkami. Łazienkowe lustra i akcesoria przybierają bardzo prostą i skromną formę – przykładem mogą być prostokątna tafla lustra i plastikowa półeczka z metalowymi uchwytami na kubeczek.

Po październikowej odwilży w 1956 roku socrealizm zaczął szybko znikać z polskich mieszkań i kultury. Zmiany zwiastował projekt polskiego pawilonu Zofii i Oskara Hansenów zaprezentowany w 1955 roku na wystawie w Izmirze. Polska architektura i sztuka zmierza ku modernizmowi.

„Mała stabilizacja” lat 60.

Epoka lat 60. charakteryzuje się nowoczesną estetyką, ale nieco inną niż szalony i wolny styl lat 50. Można do niej zaliczyć także końcowe lata 50., czyli wspomniany wcześniej okres gomułkowski, kiedy odchodzi się od socrealistycznego dyktatu, a zmierza ku światowym trendom.

Ażurowe meble składankowe – dzielą i jednoczą

Lata 60. to dekada pierwszych mebli modułowych, nazywanych wówczas „składankowymi”, oraz mebli ażurowych. Powstają wygodne i funkcjonalne meblościanki. Ogromną popularność zdobywa zwłaszcza „segment Kowalskich”, czyli projekt małżeństwa Bogusławy i Czesława Kowalskich.

Rynek obfitował w różnorodne projekty mebli modułowych, artykułów gospodarstwa domowego i sprzętu RTV, stworzone przez polskich techników czy architektów wnętrz. Meble Rajmunda Hałasa czy małżeństwa Kowalskich do dziś zdobią zresztą jeszcze niektóre mieszkania. Tak opowiada o tym Bochińska:

„W Polsce pierwsze meblościanki stały na patyczkowatych nogach, miały ażurową konstrukcję i specjalne moduły, które łatwo się montowało bez użycia śrubokręta czy choćby jednej śrubki. A że metraż był niewielki doskonale się nadawały do dzielenia pomieszczenia na przykład na część sypialną i dzienną. (…) Drzwiczki szafek miały kolorowe laminaty – czerwony, zielony czy błękitny.”

Marzenia o Dorocie, sny o Ramonie

W latach 60. kobiety marzyły o eleganckiej porcelanie i serwisach do kawy. Popularne stały się wyroby ćmielowskiej fabryki – w wyposażeniu kuchennym nie mogło zabraknąć serwisu do kawy Dorota czy Ina ani kompletów Goplana i Krokus. Popularna była również wałbrzyska porcelana Julia oraz komplet Iza z fabryki w Chodzieży.

Na ustawionej w pokoju meblościance często można było zobaczyć gramofon Bambino, Maestro czy Delta, radio Ramona, magnetofon szpulowy Tonette czy radioodbiornik Ewa, Rytm bądź Relaks. Aranżację uzupełniały szklane i ceramiczne zastawy czy figurki. Swoje miejsce znaleźć musiał także telewizor – Tosca albo Fregata.

Zapożyczone lata 70. i 80.

Kolejne dekady nie przyniosły zauważalnych zmian w aranżacji polskich mieszkań. W 1970 roku władzę objął Edward Gierek, który zainwestował w przemysł elektroniczny i motoryzacyjny, kupując zachodnie patenty na nowe technologie czy produkty. Polskie wzornictwo przemysłowe, zamiast projektować i wytwarzać własne koncepty, zajęło się odtwarzaniem zagranicznych wzorów.

Zapaść ekonomiczną kraju pogłębił wprowadzony w 1981 roku stan nadzwyczajny, w konsekwencji którego ograniczono swobody obywatelskie, pojawił się deficyt towarów na rynku wewnętrznym. Upadały biura projektowe, a rozwój kultury, sztuki i przemysłu gwałtownie zahamował.

Herbata z musztardówki

W okresie lat 70. i 80. powstało niewiele rodzimych projektów mebli i artykułów wyposażenia wnętrz. Nowe zestawy mebli Telimena i Retro zaproponował Czesław Knothe, z kolei Jan Szlekys zaprojektował fotel składany Polanka i krzesełko dziecięce Konik.

Mieszkania urządzone we wcześniejszych dekadach nie zmieniały się, podobnie jak przyzwyczajenia Polaków. Regały wciąż zdobiły ceramiczne zastawy stołowe kupione w latach 60., a na co dzień herbatę i kawę piło się ze szklanek w aluminiowych koszyczkach z uchwytem.

Gdy wzornictwo stało w miejscu, imponującego rozpędu nabrało budownictwo mieszkaniowe. To właśnie w latach 70. sięgnięto po technologię prefabrykowanych płyt. W miastach wyrastały wówczas całe osiedla mieszkaniowe z wielkoformatowych elementów, których jakość wykonania z czasem spadała. Efektem były widoczne gołym okiem spękania, krzywe ściany czy nietrzymające kąta prostego narożniki. Od połowy lat 80. budynki zaczęto docieplać styropianem, ponieważ nie spełniały norm termicznych.

Podział funkcjonalny pomieszczeń w blokach z wielkiej płyty często odbiegał od wymaganych standardów – niedoświetlone kuchnie bez okien czy otwory okienne w ścianach między pokojami nie należały do rzadkości. Po roku 1989 wnętrza polskich mieszkań zaczęły ulegać licznym przeobrażeniom, odpowiadając potrzebom następnych dorastających pokoleń.

Lata 90. – wymiana starego na lepsze

Poprzednia dekada, upływająca pod znakiem niedostatku, zrodziła w Polakach potrzebę gromadzenia wszystkiego, co nowe, lepsze, importowane. Upadek starego systemu dał początek nowym trendom. Zafascynowani zachodnimi wzorcami, Polacy zapragnęli żyć i mieszkać jak za granicą. Tapczany i wielofunkcyjne meblościanki z łóżkiem zastępowano zestawami tapicerowanych mebli wypoczynkowych, umiejętnie zagracając nimi mały metraż.

Zegar ze skóry i dywanik na desce sedesowej

Panujący w mieszkaniu przepych ograniczał swobodę, ale dawał poczucie bezpieczeństwa i pewność, że niczego nie zabraknie. Między dwa duże fotele wstawiano rozkładany ławostół, a w miejscu dawnej drewnianej meblościanki ustawiano wyroby ze sklejki czy płyty. Nowe meble były duże, zdobione i koniecznie wyposażone w wysuniętą witrynę z drzwiczkami. Popularnością cieszyły się też kute ze stali meble od kowala. Na pomalowanych ścianach wieszano obrazy, na których główną rolę grała pofałdowana skóra, czasem zdobiona brokatem lub lakierem (albo podobne zegary). U sufitu wieszano żyrandole – kryształowe lub z wiatrakiem.

Zmieniał się również wystrój kuchni, w której koniecznie musiała się znaleźć kuchenka mikrofalowa – symbol nowoczesności i postępu. Klasyczne oświetlenie wymieniano na lampy halogenowe. Starą drewnianą stolarkę, która wymagała odświeżania, malowania i konserwacji, zastępowano nową, z tworzywa sztucznego. Plastikowe okna nie tylko wzbudzały zachwyt wśród sąsiadów, ale były też szczelne i nie wypaczały się. Ich obowiązkowym uzupełnieniem były żaluzje w postaci cienkich aluminiowych pasków. Dodatkiem, ale jakże istotnym, były drewniane karnisze, które zastępowały mało estetyczne szyny na suficie.

Łazienki doczekały się nowych elementów dekoracyjnych i wyposażenia. Przebojem stały się komplety kolorowych dywaników: miękka nakładka na deskę sedesową, dywanik do położenia przy wannie i rogalik na podłogę pod ubikację. Uznanie zyskały jednobarwne, plastikowe zestawy: okrągłe lustro w szerokiej ramie, półka z kubeczkami, mydelniczka i wieszaki.

Polska kontra Szwecja

Na początku lat 90. na krajowy rynek wchodzi szwedzka sieć IKEA, rozpoczynając tym samym okres niebywałych zmian w aranżacji domów. Szwedzkie projekty nie były obce polskim przedsiębiorcom, którzy od lat tworzyli na ich podstawie meble, później eksportowane na rynki światowe. Rewolucję przyniósł pierwszy katalog IKEA w języku polskim.

„Wydaje mi się, że w kwestii myślenia o urządzaniu wnętrz Polacy przeszli długą drogę i tutaj wielki ukłon należy się IKEA, która radykalnie zmieniła oblicze polskich mieszkań. Powiało skandynawską prostotą, oszczędną i nowoczesną formą. Tę estetykę cenię najbardziej. Jesteśmy ludźmi Północy i jeżeli w miarę zamożny Polak wyobraża sobie dzisiaj luksus, to jest on najczęściej związany ze stylistyką skandynawską.” – opowiada Boris Kudlička, scenograf i współpracownik warszawskiej pracowni WWAA.

Polskie wnętrza dziś

Ostatnie dwie dekady w aranżowaniu przestrzeni mieszkalnej upływały pod znakiem eksperymentów i różnorodności. Wiąże się to z rozwojem nowoczesnych technologii, zmianą trybu życia i przemianami kulturowo-społecznymi.

Prężnie działająca branża deweloperska wprowadza na rynek mieszkaniowy nowe koncepcje, spełniając wymagania nowoczesnych Polaków. Dawne budynki przemysłowe przekształca się w mieszkania, w których dominuje surowy wystrój i otwarta przestrzeń. Indywidualiści z pokolenia Milenium mogą wyrazić swoją niezależność, wolność i samodzielność, wyposażając wnętrza nietypowymi konceptami i oryginalnymi meblami.

Odpowiedź na współczesne potrzeby

Skandynawska estetyka nie wychodzi z mody, bo idealnie odpowiada potrzebom współczesnych Polaków. W mieszkaniu urządzonym w tym stylu jest miejsce i na bliskość rodzinną, i na swobodę, intymność czy realizowanie własnych pomysłów. Jest w nim kolor, tkanina, wygoda, funkcjonalność i estetyka – czyli wszystko, czym powinny wyróżniać się współczesne wnętrza.

Założone w latach 90. polskie przedsiębiorstwa produkujące meble doskonale radzą sobie na rynku krajowym i eksportują swoje wyroby na rynki światowe. Młode pokolenie projektantów rozpoczęło własną działalność, oferując klientom innowacyjne koncepty, które zyskały sławę i uznanie artystów na całym świecie. Te niepowtarzalne meble można zamówić albo zrobić samodzielnie w domu, czego dowodzi m.in. oryginalny projekt Oskara Zięty, architekta, projektanta i twórcy nowoczesnej technologii obróbki stali.

Akceptacja niedoskonałości

To, jak mieszkamy i jak urządzamy dom wynika nie tylko z aktualnej mody czy sytuacji ekonomicznej i społecznej w kraju. Czasy, w których przyszło nam dorastać i zasady, jakie wpajano nam w dzieciństwie rzutują na nasze poczucie estetyki, piękna oraz szacunek do otaczających nas przedmiotów i samego domu. Każde pokolenie ma swoje ideały, dążenia, priorytety, a stąd już niedaleko do różnych aranżacji mieszkań. Ostatnie 100 lat pokazało szeroki wachlarz gustów, pomysłowość i możliwości twórcze Polaków, ale też umiejętność odnalezienia się w chaosie i akceptacji niedoskonałości.

Źródło: blog morizon.pl

Podziel się!

Poprzedni wpis

Aukcja Monograficzna Magdalena Abakanowicz

Następny wpis

Kwiaty, kamień, a może plastry miodu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *